Ryzyko nasycenia rynku absolwentami kierunku lekarskiego
Zastanawiam się nad tym, jak otwieranie nowych kierunków lekarskich i zwiększenie limitów przyjęć na tych dużych uczelniach może wpłynąć na losy przykładowo osób idących na studia w tym roku. Skąd mają być miejsca na tyle staży, praktyk i rezydentur? W szczególności biorąc pod uwagę sytuacje finansową państwa. Tu może też powstać więcej patologii, np. ogromne zagęszczenie rezydentów, którzy już jako specjaliści będą nie mieli umiejętności. Poza tym studia lekarskie mogą przestać "gwarantować" prace. Być może mamy starzejące się społeczeństwo, ale popyt jest jednak ograniczony.
Ludzie często naskakują na NIL za to, że alarmowali o zbyt dużej liczbie studentów, ale przecież statystyki mówią że studentów jest o ponad połowę więcej niż 10 lat temu. Sam zastanawiam się, pójść na lekarski, ponieważ w dzisiejszych czasach podejmowanie 6-letnich studiów jest ryzykiem samym w sobie. W szczególności jeśli pojawi się jakakolwiek automatyzacja, albo ktoś naprawi ten system, bo wbrew powszechnej opinii w Polsce nie ma wcale ogromnych deficytów lekarzy. Poza tym u naszych sąsiadów też nie ma deficytów. Może lepiej iść nawet na informatykę i mieć więcej elastyczności, nie poświęcać życia na zdobycie zawodu, który może okazać się przesycony i potencjalnie nieopłacalny finansowo.
Takie scenariusze przesycenia rynku miały już miejsc np. w Grecji i obawiam, że może być na podobnej ścieżce. Co uważacie? Czy rozpoczęcie studiów lekarski w 2026 to też ryzyko?