
Udręka w bloku
Wiem, że ten temat pojawia się często ale czuję, że muszę się komuś wyżalić...
Dwa lata temu kupiliśmy z żoną mieszkanie w bloku z wielkiej płyty. Byliśmy świeżo po ślubie i uznaliśmy, że wystarczy mieszkania u moich rodziców przez 4 lata więc *siup* hipoteka bez wkładu własnego dla małżeństw i kupujemy 50m2 za 310 tys. (+30 tys. remontowego) w wielkiej płycie w centrum miasta powiatowego.
Mieliśmy nawet pół roku "jazdy próbnej" na wynajmie tego mieszkania i wszystko było pięknie. No właśnie, było...
Krótko po faktycznym zakupie mi posypał się z jakiegoś powodu wzrok, żona wyjechała na 1,5 roku do Irlandii do rodziny dorobić na wypadek gdybym oślepł do końca. Przez te 1,5 roku doświadczyłem piekła sąsiedzkiego: sąsiad z dołu (zapalony fan rapu i zielska) nie dawał mi spać po nocach czy w dzień. Albo zasypiał zjarany z włączoną playlistą, albo tłukł w dzień tak, że wszystko w mieszkaniu skakało.
Sąsiedzi z góry nie byli lepsi, ich dwaj synowie w wieku około gimnazjum/liceum nie potrafią chodzić po klatce jak ludzie tylko zawsze biegają, stąpają albo piszczą butami. Do tego mają u siebie na podłodze stary parkiet więc słyszę każdy ich krok, przesuniecie mebla czy odstawienie czegokolwiek, a młodszy z synów, który ma pokój nad naszą sypialnią potrafi do 23 czy 00:00 tupać podczas grania na kompie (oczywiście ojciec wypiera się, że to nie u nich, jemu nie przeszkadza i takie życie w bloku :v).
Przez te 1,5 roku zniszczyli mnie psychicznie do takiego stopnia, że tylko nasłuchuję kiedy coś zowu dupnie... Najpierw prowadziłem wojnę z gościem z dołu - kartki, rozmowy, prośby, zgłaszanie do spółdzielni, policja - dopiero jakoś 2-3 miesiące temu się ogarnął i mam względny spokój w nocy oraz w dzień.
Ale sąsiedzi z góry? Nie wiem czy ci ludzie nie potrafią usiedzieć na tyłkach dłużej niż 5 minut ale ciągle słyszę każdy ich ruch w mieszkaniu, nigdzie nie mogę się zrelaksować bo co chwila coś u nich trzaska, uderza, spada albo nie daj Bóg coś remontują czy poprawiają w mieszkaniu.
Żona dziwiła mi się czemu jestem takim kłębkiem nerwów i mówię, że tutaj nie da się żyć do momentu aż wróciła do Polski 2 tygodnie temu. Wcześniej mówiła, że ona zostaje w bloku bo wygodnie i wszędzie blisko ale zaczęła słyszeć te wszystkie hałasy z góry i przyznała mi rację, że ci ludzie są walnięci i w takich warunkach nie da się funkcjonować.
W poniedziałek złapała akurat matkę tych chłopaków na klatce schodowej, zaprosiła ją do nas aby posłuchała tego hałasu - o dziwo przyznała, że faktycznie słychać i postarają się być ciszej w nocy. I byli, przez 3 dni i teraz młody znowu odstawia ekranizację tupotu małych stóp do 23-00. Ja jeszcze poradzę sobie zatyczkami jeśli hałas nie jest na poziomie starego spadającego z wersalki ale moja wybranka nie może uciec się do zatyczek przez szybkie powstawanie ran w uszach przy ich użyciu.
Nie wierzymy, że ci ludzie się ogarną, więc jeśli dalej nie będzie spokoju to będziemy odstawiali szopkę w spółdzielni i grali w traf pająka kijami od szczotki na suficie po północy (skoro my nie możemy spać to oni też nie będą :v), ale oboje jesteśmy zgodni, że popełniliśmy błąd kupując to mieszkanie na hipotekę i planujemy jak najszybciej się stąd wyrwać.
Nie wiemy jeszcze jak, tym bardziej, że z kotem na pokładzie i masą rzeczy w mieszkaniu powrót do moich rodziców nie wchodzi w grę, sprzedać mieszkania też chyba jeszcze nie możemy bo powstrzymuje nas umowa z bankiem, a patrząc na obecną sytuację na rynku nieruchomości to nawet jeśli uda nam się odłożyć pieniądze na zakup działki to na 99% po sprzedaży mieszkania i pokryciu z tego hipoteki raczej nie postawimy za pozostałe pieniądze domu...
Całe życie mieszkałem na wsi, potrafiłem zasypiać w różnych miejscach i hałasie, bywałem u znajomych i rodziny na blokach setki razy przez te lata i nigdy nie spotkałem się z taką patologią sąsiedzką jak tutaj. Chcę stąd uciec jak najszybciej ale obawiam się, że nie zostaje mi nic innego jak gnić w tym cyrku przez kolejne 5-10 lat aż nie kupimy działki albo, któreś z rodziców (moich lub żony) nie pozostawi nam w spadku domu czy działki...
Sąsiad sąsiadowi sąsiadem a kiwi kiwi kiwi.