u/Content_Trash_6672

Doskonałość kompletna.

Tak sobie myślę, że od początku przemian ciągle reformowano i udoskonalano pracowników n-d, im później tym bardziej i nic. Spadamy w rankingach szybciej niż kiedykolwiek. Może po prostu problem tkwi w tym, że udoskonalano nie tego kogo trzeba, albo zapomniano udoskonalić zapomnianą większą połowę - administrację. Moim zdaniem w doskonałym uniwersytecie powinna być doskonała administracja, a jej w ogóle prawie nie udoskonalano, tylko zwiększano jej ilość. Uważam, że ministerstwo powinno jak najszybciej naprawić ten problem zanim spadniemy w czeluść. Najpierw proponuje zrobić stronę (ministerstwa) w której będzie ankieta do oceny jakości administracji tam gdzie się jest zatrudnionym. Także stanowisk decyzyjnych. Wielkość subwencji dla danej Uczelni powinna zależeć od oceny administracji. Powinna też być dyrektywa, że w razie braków to ona idzie pierwsza na zieloną trawkę (a nie jak zwykle pracownicy n-d). Jest stale jojczenie, że nie ma studentów, a ja się pytam czemu budynki rektoratów rosną jak grzyby po deszczu.

reddit.com
u/Content_Trash_6672 — 7 hours ago

3% na naukę - propozycja postulatów

Zamiast zwiększać budżet NCN, po to aby ci uprzywilejowani mieli za co więcej wyprowadzać z budżetu proponuje prośbę/postulat o zwiększenie finansowania systemu grantowego z jednoczesnym:

- powołaniem specjalnych grantów dla kobiet i mniejszości różnorakich. Kobiety przez dekady dostawały mniej grantów i trzeba to wyrównać.

- powołaniem grantów dla zdolnych uczniów szkół średnich, dla uczniów można by nawet przewidzieć kwotę na publikacje w openaccesie - aby zobaczyli, że opublikowanie w MDPI czy innym open-accesie nie jest bardzo trudne. Mogliby mieć też swój budżet na zatrudnienie jakiegoś doktora który im w tym pomoże. W końcu obecnie to grantobiorcy zatrudniają postdoców i doktorantów. A przecież, zatrudniający może być młody i mający jeszcze poczucie rzeczywistości i kontaktu z otoczeniem zdolny uczeń szkół średnich. Na uczelniach jest mnóstwo zagłodzonych doktorów którzy za określone wynagrodzenie pomogli by opublikować młodemu zdolnemu uczniowi pracę w open-accessie z jakimiś ważnymi badaniami za dużo punktów.

- jednym z założeń lewicowych - polityki spójności jest to, że miejsce urodzenia nie powinno zabierać możliwości rozwoju. Teraz IDUBy są taką formą dyskryminacji - ponieważ IDUBy to są budynki, dobrze wyposażone laboratoria i niezwykle sprawna administracja działająca lepiej niż w innych uczelniach, proponuje dofinansować administrację w IDUBach aby działała jeszcze sprawniej i wprowdzić elastyczne formy zatrudnienia pozwalające zastępować mniej doskonałych badaczy z IDUBa doskonalszymi z prowincji, jeśli jakiś badacz jest nie na swoim miejscu. Sam fakt mania mieszkania w jakimś mieście, nie powinien dawać wiecznego dostępu do lepszego miejsca pracy.

- granty dla administracji uczelnianej na realizację ich miniprojektów w zakresie usprawniania funkcjonowania uczelni. Pracownik mógłby zatrudnić podwykonawców i firmy dzięki czemu nie byłby tak obciążony pracą. Zamówienie np. komputera zamiast trwać 2 lata mogłoby wtedy trwać krócej, np. rok, oczywiście przy trochę większym koszcie. Tak wiem, elementy tego są na niektórych uczelniach w działach współpracy z zagranicą, ale czemu tego nie rozbudować.

- specjalne granty dla pracowników technicznych (często ze stopniem doktora) którzy obsługują jakiś sprzęt na jego usprawnienie.

- granty dla konserwatorów, na zakup nowej kosiarki albo szufli do odśnieżania. Motywacją tu powinnien być obowiązek przyniesienia swojej z domu, jak sie nie ma takiej z grantu. W końcu od pracowników n-d oczekuje się często że będą dokładać w różny sposób do swojej pracy. A przecież tu także mamy do czynienia z pracą kreatywną. Można by też dać im obniżone koszty uzyskania przychodu.

- granty dla portierów i sprzątaczek, pozwalające zatrudniać również osoby bez oświadczenia o niepełnosprawności i dotacji z PFRON.

- granty dla zwykłych badaczy z prowincji, aby mogli coś zbadać w krakowie czy warszawie, mieć dostęp do tego super sprzętu kupionego za pieniądze podatnika uprzywilejowanym badaczom. Oraz kwoty odstępnego, po to aby nie przeszkadzali w badaniach, i nie żądali dopisywania do artykułu.

- granty na pracę sezonową badaczy którzy dostali już kilka grantów ncn, pozwalające uczelni zwolnić np na wakacje takich badaczy co mieli dużo grantów po to aby mogli popracować u małych przedsiębiorców i nabyć kontaktu z biznesem i realiami sytuacji gospodarczo-ekonomicznej kraju. Oczywiście należałoby pokryć przedsiębiorcom szkody które ci doskonali badacze na pewno spowodowali, bo inaczej nikt bez odszkodowania by ich nie chciał przyjąć.

reddit.com
u/Content_Trash_6672 — 5 days ago

Po 2011 stworzono NCN i dano możliwość znacznie większego finansowania niż wcześniej. Minęło 15 lat i jak dotąd nie widziałem żadnej większej społecznej dyskusji na temat istoty jego funkcjonowania za to parę rzeczy zaobserwowałem na lokalnym i nielokalnym podwórku które mnie głęboko zawsze bulwersowało:

- przekonanie że grant to jest nagroda, odkrycia z niego się nie liczą, tylko kto i ile dostał. W zasadzie trudno mi sobie przypomnieć jakiekolwiek. Jeżeli beneficjenci się chwalą, to tym gdzie opublikowali artykuł i za ile, ile dostali nagrody rektora a nie o czym on jest. Z mojej perspektywy tak jakby nie było żadnych realnych odkryć czy sukcesów bo grantobiorcy się tym nie chwalą. Zdecydowanie powinno im się uświadamiać, że grant to nie pieniądze niczyje i powinno być to bardziej żądać raportowania opinii społecznej na co pieniądze idą i co podatnik z tego ma.

- że uczelnia powinna funkcjonować dzięki narzutom z grantów, każdy powinien się starać o grant, czy realnie go potrzebuje do prowadzenia badań czy nie, bo uczelnia ma z narzutu dodatkowe środki na zatrudnianie i rozrost administracji.

- że pieniądze z grantu są niczyje i tak by się zmarnowały. Kto więcej dostanie z grantu ten jest większym naukowcem. Kto ma większa grupę tym bardziej. WOŚP w tym roku zebrał 263 mln na coś tak opcjonalnego i mało niezbędnego dla każdego obywatela jak służba zdrowia. NCN ma 1.75 mld - 6x więcej. NCBiR 4.4 mld. Kasa idzie na to, że wybrani uczeni z Warszawy i Krakowa mogą sobie kupić macbooka, pojechać na wycieczkę konferencyjną, zapłacić zagranicznemu wydawnictwu (np. MDPI) za openacces, w którym jest dużo łatwiej opublikować. Część pewnie ma jakieś prace w Nature i Science, których podatnik nigdy nie przeczyta (a tam też się płaci kilkadziesiąt tysięcy za publikacje), bo nie ma subskrypcji na polskich uniwersytetach na te żurnale, czasem się tylko czasowo zdarzy na chwile otwarty dostęp w promocji. I tak tego nikt nie czyta na polskich uczelniach. Poza tym to są bardziej popularnonaukowe kolorowe magazyny, a nie takie gdzie publikuje się wyniki specjalistycznych badań.

- Granty są wymagane do awansów. Czyli trzeba zabrać podatnikowi i innym badaczom którzy grantów nie mają, aby awansować. Nawet jak jakieś badania tych środków nie potrzebują. Uczelnia ma w tym interes, bo ma narzut, ale w skali państwa taki system promuje niegospodarność.

- Być może jakaś forma systemu grantowego ma sens, zwłaszcza taka w której wysokość środków byłaby bardziej elastyczna i była np. na aparaturę. Ale obecny system to czysta patologia. Tam gdzie badania kosztują, za te 400 tys się nie kupi żadnego większego i potrzebnego sprzętu. A tam gdzie nie, uczeni są zachęcani do rozrzutności pieniędzy podatnika, bo uczelnia ma narzut, a sam badacz woli wydać na byle co, niżby się miało zmarnować w budżecie państwa. Wiadomo - pieniądze niczyje. Uczelnie nie powinny mieć dostępu do narzutu aby nie tworzyć złej motywacji!.

- Budżet NCN wzrósł - dlaczego ? Kto określa reguły i z jakich wzorów obliczono np. kryteria oceny kierownika, wielkość narzutu, wielkość projektów (teoretycznie dowolna w praktyce wiadomo - każdy chce jak najwięcej). Była kiedykolwiek dyskusja jak ta maszyna ma pracować, skąd takie a nie inne współczynniki, czy po prostu to są stałe kowalskiego aby paśnik dla tych co mają dostać działał jak należy.

- Minęło 15 lat. WIększość zjadła Warszawa i Krajów. Na co? Co odkryto? Gdzie Noble? Gdzie UJ w pierwszej setce? Nauka czasem ma jakiś wpływ - np na UJ to odkrycie ANS - ale tacy ludzie nie dostają grantów. A kto dostaje - każdy widzi.

reddit.com
u/Content_Trash_6672 — 9 days ago

Od lat sposób ustalania punktacji na liście ministerialnej i kryteria przyznawania grantów tworzą pewien preferowany model nauki. Premiowane są badania modne - o wysokim IF (czyli dużej ilości ludzi), gdzie już jest dużo publikacji i badaczy (a co za tym idzie publikacje mają duży IF i dużo punktów). Jest to rodzaj dodatniego sprzężenia zwrotnego koncentrującego coraz większe środki w pewnych punktach przyciągania. Modne badania - jak AI, leki, komputery kwantowe koncentrują większość środków - badacze mogą łatwo zrobić profesurę będąc wcześniej menedżerem nauki - wynajmując doktorantów, postdoców i płacąc za publikacje w openacessach aby bez problemu przeszły. To jest oczywisty aspekt który prawie każdy widzi. Czego większość nie widzi, to to że takie badania to tak na prawdę w większości tunelowanie pieniędzy podatnika do zagranicznych instytucji. Kierownik grantu, za ochłap, nawet nie za $1000 miesiecznie, nadzoruje strukturę, która prowadzi badania które firmom się nie opłacają. Takie firmy od lekarstw de facto koszty, czyli najbardziej ryzykowne badania mają za darmo od uczelni, gdzie zarabiające psie pieniądze farmy doktorantów i postdoców wykonują najbardziej nieopłacalną (z której nigdy nie będą mieli pieniędzy) część pracy. Kierownik za prestiż i dostawanie ochłapów to nadzoruje. Tak samo w innych modnych branżach. Drugi aspekt to open-access - pieniądze które idą na obowiązkowe (wymagane przez NCN) przepychanie publikacji idą do zagranicznych wydawnictw. Gdyby tego nie było te pieniądze zostałyby w kraju. Myślę, że z grubsza od dekad średnia ilość pieniędzy na badania w polskiej nauce wynosiła koło 10000zł na pracownika na rok. Tylko większość tych pieniędzy nie widziała, bo kiedyś jeździli sobie za nie na wycieczki konferencyjne kierownicy zakładu, a obecnie idą na openacessy, granty i utrzymanie mało używanej aparatury kupionej za unijne pieniądze. Czy taki model, zwiększający z czasem wypływ podatnika do podmiotów zagranicznych jest korzystny. w dłuższej perspektywie? Każdy jeden openacess zabiera roczne pieniądze na badania innemu pracownikowi. Sprawdźcie sobie w scopusie podziękowania dla grantów i ile publikacji powstaje z grantów NCN (ma podziękowania) a ile poza w waszej dziedzinie. I ile tak naprawde kierownicy grantów kosztują resztę, i ile drenują (częściowo obowiązkowo) do zagranicznych instytucji. Oczywiście rozumiem, że utrzymanie strony kosztuje i te doskonale działające strony Elsevier (zwłaszcza submisji artykułów) czy MDPI muszą kosztowąć i warto zapłacić za przełomowe badania polskich naukowców te $3000-$5000 za sztukę. W końcu jak nazbierają średnio z 50-100 to zostają profesorem. Ale w rankingach polska nauka i polskie instytucje spadają tym szybciej im owa doskonałość jest promowana. Mam hipotezę, że to dlatego, że ci co naprawdę chcą coś odkryć i robią prawdziwą naukę są głodzeni, podczas gdy wtórne, seryjne i kosztowne badania są promowane.

reddit.com
u/Content_Trash_6672 — 13 days ago