
u/3uba

witshe - each task gets its own git worktree + tmux session, switch between them like tabs
I built a small CLI that glues tmux and git worktrees together. Each task ("thread") gets its own worktree and tmux session. You switch between them with an interactive picker.
The problem: working on multiple branches means git stash, losing terminal history, context switching chaos
Similar tools: dmux, claude-tmux, workmux, tmux-sessionizer. witshe is simpler just glues tmux sessions to git worktrees with an interactive picker. No config files, no plugins, ~500 lines of Rust.
This software's code is partially AI-generated.
Zakręcony jak... dokończcie bo nie mam pomysłu
siema
mam tak że jak chce powiedziec że jestem zakręcony to brakuje mi porównania
wrzucajcie swoje, im głupsze tym lepsze. nie ma głupich odpowiedzi
I’ve had my account for 2 years and I follow exactly zero people. I follow tons of subs, but the idea of following a user feels weird here it’s not Twitter or Insta. Curious if I’m in the minority.
If you do follow people who’s worth following and why? Drop your favorites.
Serio, gdzie nie spojrzysz impreza, praca, podwórko, event, szafa, kanały zawsze trafisz na kogoś, kto studiuje psychologię albo “się tym interesuje”. Zaczynam się zastanawiać: co by było, gdyby psychologów w Polsce było więcej niż reszty ludzi? Jak wyglądałby taki świat?
Mitshe is a self-hosted workspace manager for AI coding agents. Built around a real workflow problem, working on multiple tasks at once without losing your environment between them.
Every dev using Claude Code knows the situation. You're deep in task A. Branch checked out, dev server running, database in a specific state, a few files open, deps installed. Then something urgent comes in. Stash, switch branches, lose context. Two days later you come back to task A and rebuild the environment from scratch. AI makes this worse, not better. It speeds you up, so you juggle more tasks in parallel, and the context switching cost compounds.
Mitshe solves this by giving each task its own persistent Docker session. Each session is a full container with its own clone of the repo, its own running services, its own ports. The container keeps running between days. When you come back, the dev server is still alive, the database still has your test state, the branch is still checked out. Five sessions in parallel for five different tasks, all isolated.
You can also snapshot a configured environment and clone it for new tasks. Set up once, reuse forever. There's a workflow engine for "git push, AI review, tests, Slack" automations and Skills as reusable Claude Code instructions.
Looking for feedback from anyone running AI coding agents on real codebases.
patrzę czasem na tych wszystkich influ na insta czy tiktoku i mam wrażenie że duża część z nich, nawet ci którzy mają zasięgi, robi totalnie nudne rzeczy. rano wstaję, piję wodę z cytryną, idę na siłkę, robię owsiankę, czytam książkę, medytuję. i tak codziennie. nie neguję, każdy robi co chce, sam nie jestem lepszy, ale serio nie rozumiem skąd te zasięgi.
bo jak tak pomyślę o swoim życiu, to przez ostatni rok byłem na kilku fajnych wyjazdach, kilka imprez było zarąbistych, mam swoje hobby, robię różne rzeczy. nie mówię że jestem jakiś mega ciekawy, pewnie też bym nudził po tygodniu, ale mam wrażenie że gdybym to wszystko nagrywał z dobrym montażem to wyglądałoby co najmniej tak samo jak u połowy tych z dużymi zasięgami.
i tu pytanie, czy to jest kwestia tego że ludzie po prostu lubią oglądać generyczne rzeczy bo to relaksuje? czy że algorytm tak pcha? bo realnie ci najbardziej oryginalni i kreatywni często mają mniejsze zasięgi niż gość który pokazuje jak parzy kawę.
i druga sprawa, czy jest jakiś wiek po którym to już bez sensu próbować? bo widzę głównie 20-latków, ale są też starsi którzy sobie radzą.
Halo, czy ktoś z was też zauważył że na pyszne ostatnio jest możliwość kupienia zabawek erotycznych itd. wsensie cały sex shop wsumie obok jedzenia xd
byłem niedawno we włoszech i ogólnie zaskoczenie na plus, ceny normalne, w większości miejsc jak u nas albo nawet taniej, woda 1-2 euro, kawa 1.50, wszystko ok. ale raz trafiłem na taki kiosk, sklep jak sklep, nic nie zwiastowało dramatu. wziąłem wodę, jakieś przekąski, coś do picia. podchodzę do kasy i mam wrażenie że gość policzył mnie jakieś 2x tyle co powinno być. ceny nigdzie nie wisiały, więc nie miałem jak się odnieść, zapłaciłem, wyszedłem i dopiero potem mi się zapaliła lampka jak porównałem z paragonami z innych miejsc.
i właśnie, mam wrażenie że to nie przypadek że w niektórych sklepikach nie ma cen na półkach. ani na produkcie, ani pod nim, nigdzie. bierzesz bo przecież ile to może kosztować, a przy kasie wychodzi swoje.
pytanie do was, jak sobie z tym radzicie? pytacie o cenę przed kasą za każdym razem? macie jakieś patenty na takie miejsca? czy po prostu trzeba zakładać że w turystycznych lokalizacjach wszystko może być x2 i się nie spinać?