Zachowanie ludzi przy wejściu do metra (vent)
Zacznę od tego że wiem że karta miejska może być dla niektórych droga. Sama płacę i absolutnie rozumiem że wiele ludzi woli przejechać na gapę. Gdybym jeździła do pracy autobusem a nie metrem może też bym nie kupowała.
No ale jeżdżę metrem to kupuję ten nieszczęsny bilet, bo do metra są bramki i bez biletu nie wejdę (zwłaszcza jak teraz zrobili te wyższe których już się nie da przeskoczyć). W samym metrze co prawda kanary raczej nie chodzą ale wejść jakoś trzeba.
Na prawdę nie przeszkadza mi że ludzie nie chcą kupić biletu czy jadą bez czy po prostu nie skanują czy jak. To ich życie, totalnie nie jest to moją sprawą.
Za to moją sprawą jest już jak ktoś wpycha się we mnie żeby wejść na moją kartę. Ja nie wiem czy ja konkretnie wyglądam jak jakiś nadzwyczaj łatwy cel dla takiego zachowania czy po prostu każdemu się to dzieje, ale kilka razy w tygodniu, prawie że codziennie mam taką sytuację że idę sobie i nagle ktoś w tylu się we mnie wpycha żeby wejść jak bramka jest otwarta na moją kartę. Prawie codziennie.
I znowu, nie przeszkadza mi też że ktoś wchodzi na moją kartę - jakby spytał "czy może pani wpuścić" to w 99% sytuacji bym na pewno powiedziała tak. Przeszkadza mi to nagłe chamskie wpychanie się we mnie. Może jako kobieta jestm faktycznie przewrażliwiona, ale jak obca osoba nagle swoje całe ciało wpycha na mnie od tyłu to jednak, mimo iż dzieje się to prawie codziennie, czuję się.... niekomfortowo? Nie powiem że zaraz zagrożona ale zdecydowanie niemiłe to. Naprawdę, nic by nie kosztowało nie wbiegać w obcą osobę bo naprawdę w tym konkretnym momencie bardzo absolutnie trzeba wejść do metra. Można poczekać te pół sekundy, bramki nie zamykają się od razu, jest czas po tym jak ktoś przejdzie żeby się zmieścić.
Najgorzej jest na Wileńskim ale na każdej "ważniejszej" stacji się zdarza. Mam już naprawdę szczerze dość. Wiem że w komunikacji miejskiej głupio jest liczyć na większą przestrzeń osobistą, ale to nagłe wepchnięcie nie jest potrzebne. Już naprawdę nie wiem komu się na to żalić.
EDIT: Mówiąc że karta miejska jest droga nie miałam oczywiście na myśli w porównaniu do np. samochodu czy komunikacji miejskiej w innych miastach. Ja też uważam że cena jest naprawdę dobra ale rozumiem też dlaczego nie wszyscy będą chcieli płacić, zwłaszcza ludzie którzy jeżdżą komunikacją miejską rzadziej.
I tak, mówię głównie o M2 bo jeżdżę głównie M2 ale na stacjach jak Świętokrzyska czy Gdański w godzinach szczytu też się zdarza :/