Cześć, muszę trochę sobie ulżyć i jednocześnie liczę na wskazówki. Zakola mam od urodzenia - zawsze wiedziałem że mam specyficzną linię włosów i tyle. Nie przeszkadzało mi to aż do lutego tego roku. Zauważyłem że przy skroniach mi się przerzedziło a włosy które zostały są bardzo krótki. Trochę się zacząłem przejmowac ale ostatecznie stwierdziłem - trudno trzeba z tym żyć, aż do wczoraj. Wieczorem jak zobaczyłem się w lustrze aż mi się przykro zrobiło. Moje zakola dostały zakoli, "ząbek" (czyli najbardziej wystająca po środku część włosów) ma widoczne "wcięcia" z obu stron. Przy zaczesywaniu na bok jak robię całe życie widać pod zaczesem plamę skóry spod włosów... Utrata postępuje bardzo szybko bo widzę różnice z tygodnia na tydzień. Ktoś zapewno zaproponuje zgolenie się na łyso, ale ja nie biorę tego nawet pod uwagę, zawsze podobały mi się moje włosy i jak w nich wyglądam, trzeba byłoby często się golić w porownaniu do zapuszczonych włosów (a mi rosną bardzo szybko) + mam wieczny łupież i "odsłonięcie go" kompletnie bym mnie dobiły jeśli chodzi o samoocenę. No właśnie jest ona niska co nie pomaga. Mam 25 lat a wszyscy wokół myślą że przynajmniej 35, na aplikacja randkowych (gdzie jak wiadomo nie jest łatwo nieprzystojnym facetą) byłem kilka razy pytany czy ja serio mam tylko 25 lat czy nie kłamę. Do tego dochodzi strach że nie znajdę sobie partnerki, mało wychodzę do ludzi a teraz tym bardziej nie mam ochoty.
Jestem kompletnie rozbity tą sytuacją, nie umiem podejść do tego z dystansem, uważam włosy za najbardziej atrakcyjną część mojego ciała a teraz to tracę. Jestem ciekawy porad historii innych jak sobie radzą/poradzili z tym problem