Czas matur skłania do refleksji nad system szkolnictwa i nie wiem, jak innym, ale mi nasuwają się tylko same gorzkie stwierdzenia. Obecni licealiści borykają się z wieloma utrudnieniami, lecz nie wygląda na to, aby coś miało zmienić się na lepsze. Wszystko funkcjonuje obecnie na zasadzie 3xZ - trzeba zakuć, zaliczyć i zapomnieć. Uważam, że plan lekcji w szkole średniej jest przeładowany, a jak wiadomo od przyszłego roku szkolnego pojawi się nowy obowiązkowy przedmiot (edukacja zdrowotna). Pomimo tego, że nie obejmie ona wszystkich klas i tak sądzę, że frekwencja na niej będzie dość niska. Podobnie sprawa ma się z muzyką/plastyką, która jest tylko w klasie pierwszej, ale nie ma jej już w ostatniej klasie podstawówki.
Pominąwszy kwestię siatki godzin, cel do którego zmierzają licea jest niejako absurdalny. Uczeń, który rzetelnie pracuje przez cztery lata nauki, jest w stanie rozwiązać test pod klucz, lecz może mieć problem z nieszablonową metodą rozwiązania problemu lub wyjściem poza schemat. O ile mi wiadomo, w dawnych czasach trudniej było dostać się do liceum czy technikum, z czym dziś nie ma problemu, więc borykamy się ze spadkiem poziomu. Chyba dobrze obrazuje to słynne zadanie z drwalem z matury (matematyka próbna). Co więcej, rozwijająca się sztuczna inteligencja, a także jej łatwość użycia w szkole, odbiera ludziom zdolność analizowania i kreatywnego myślenia.
Kolejnym interesującym zagadnieniem jest wzrost zainteresowania korepetycyjami. Co się dzieje, że uczniowie nie radzą sobie, bazując tylko na nauce w szkole? Jak wy sądzicie?