u/0brex

▲ 147 r/Polska

Stres związany z wykorzystaniem czasu wolnego

Mam 28 lat coraz częściej łapię się na tym, że mam w sobie mocną presję na dobre i "właściwe" wykorzystanie życia.

Pracuję zdalnie, więc spędzam dużo czasu przy komputerze(tak wiem - jestem w uprzywilejowanej pozycji). Po pracy mam jeszcze kilka godzin dnia, słońce, możliwość wyjścia na spacer do lasu, poczytania książki, obejrzenia filmu. I często bywa tak że zanim coś zrobię to przez godzinę analizuję co będzie najlepsze - spacer, ale jaka trasa? Film - ale jak to skoro na zewnątrz taka ładna pogoda? Czytanie książki - wydaje się totalnie bez sensu. Mam wrażenie że dobra pogoda wręcz powoduje u mnie stres.

No i zamiast po prostu z tego korzystać i czuć, że to jest normalne życie, często pojawia mi się w głowie myśl, że marnuję czas. Że powinienem robić coś lepszego, bardziej produktywnego, bardziej sensownego. Niezależnie od tego co wybiorę.

Do tego dochodzi porównywanie się z innymi, szczególnie kiedy widzę 20-latków w samochodach za 300k albo ogólnie ludzi, którzy wydają się dalej w życiu. Wtedy pojawia się taka myśl, że jestem spóźniony, że coś mi uciekło, że inni lepiej wykorzystują czas.

I jeszcze jedna rzecz, mam wrażenie, że jestem trochę odklejony od 'normalnego życia'. Bo jak patrzę na innych, to oni po pracy spotykają się ze znajomymi, mają rodziny, dzieci, ogarniają codzienność, relacje, obowiązki. A ja często kończę dzień sam przed komputerem i nawet jak mam wolny czas, to nie do końca wiem, jak go 'normalnie' przeżyć bez tego wewnętrznego napięcia.

Wiem, że to pewnie kwestia porównywania się do wycinków rzeczywistości i że każdy ma swoje rzeczy, ale emocjonalnie i tak to siedzi. Może czas odstawić social media. Może czas odciąć się od współczesnego świata.

Zastanawiam się, czy ktoś też ma coś podobnego - że nawet zwykły odpoczynek i wolny czas potrafi wywoływać presję i poczucie, że powinno się robić coś więcej.

reddit.com
u/0brex — 3 days ago
▲ 406 r/Polska

Mężczyźni sami sobie są winni - serio?

miałem właśnie rozmowę z koleżanką, która ogólnie jest mocno lewicowa, tolerancyjna, empatyczna, itp. Dlatego tym bardziej mnie zaskoczyło, w jakim kierunku poszła dyskusja.

Zaczęło się niewinnie - temat depresji, zdrowia psychicznego i tak jakoś zeszło na statystyki samobójstw wśród facetów w pl, z mojej inicjatywy. Zauważyłem, że często się o tym mało mówi i że wielu mężczyzn zostaje z problemami samemu.

I tutaj zrobiło się dziwnie. Koleżanka zaczęła to trochę wyśmiewać, sugerując, że że mężczyźni przecież "sami tworzą system, który potem ich rani", więc w pewnym sensie są odpowiedzialni za swoją sytuację i w ogóle o czym gadamy. Padły też inne komentarze, które odebrałem jako umniejszanie problemowi samobójstw wśród mężczyzn.

Najbardziej mnie uderzyło to że ona nie była skłonna nawet rozmawiać na ten temat - głównie widziałem dziwne uśmiechy kiedy przedstawiałem jakieś argumenty. Poczułem się zaszufladkowany jako prawak chociaż nikt tego otwarcie nie powiedział.

Starałem się nie eskalować i raczej dopytywać, skąd taki punkt widzenia. Ona konsekwentnie wracała do argumentu patriarchatu i tego, że mężczyźni jako grupa historycznie mieli i mają nadal władzę nad światem. Że kobiety są nadal otwarcie dyskryminowanie więc my jako mężczyźni nie mamy prawa żalić się na swoje zdrowie psychiczne dopóki nie rozwiążemy tego problemu.

I teraz mam w głowie mętlik.

Z jednej strony rozumiem, że takie spojrzenie na społeczeństwo ma sens i że patriarchat to realny temat w debacie. Z drugiej - miałem wrażenie, że w tej konkretnej rozmowie indywidualne cierpienie ludzi (w tym samobójstwa) zostało zbyte ideologicznym tłumaczeniem. Może koleżanka uważa się za empatyczną a wcale taka nie jest?

Nie chcę jej demonizować, to byłoby zbyt proste. Raczej próbuję zrozumieć, czy to ja coś ze mną jest nie tak że tak że tak mnie uderzyła ta rozmowa(mam depresję ale nie mówię o tym znajomym), czy faktycznie da się tak łączyć deklarowaną empatię z takim podejściem do tematu.

Jak wy to widzicie?

reddit.com
u/0brex — 5 days ago
▲ 9 r/Polska

Pewnie nie pisałbym tego ranta gdybym nie miał sporo znajomych z IT - większość za was ma mocno przerośnięte ego, syndrom boga i uważacie się za lepszych od osób które zarabiają mniej.

Chwalenie się zarobkami, teksty w stylu "jakie kursy zrobiłeś żeby poprawić swoją sytuację?" albo sugerowanie, że każdy może dojść do tego samego poziomu wyłącznie ciężką pracą i ambicją naprawdę stało się normą. IT to chyba najbardziej przesiąknięta korwinowską neoliberalną propagandą branża.

Tymczasem prawda jest dużo mniej wygodna: ogromną rolę odegrał moment wejścia do branży i fakt, że IT można łatwo eksportować do krajów z dużo wyższymi stawkami. Gdyby nie globalny rynek, spora część tych stanowisk byłaby wyceniana niewiele powyżej średniej krajowej.Nie rozumiecie że to wynik farta a nie intelektu, umiejętności i ciężkiej pracy, gdyby pracy w IT nie dało się tak łatwo eksportować do krajów z wyższymi zarobkami tooo bylibyście na poziomie średniej krajowej.

Nie tylko w IT robi się skomplikowanie rzeczy, inżynierowie projektujący mosty mają bardziej odpowiedzialną i wymagającą wiele lat nauki pracę a nie zarabiają tak dużo.

I do tego spora część z Was pracuje na B2B co jest jawnym obchodzeniem prawa podatkowego aby mieć więcej dla siebie kosztem społeczeństwa.

A narzekanie a rynek IT, nawet teraz - to momentami totalna odklejka.

No serio, a co mają powiedzieć tłumacze, graficy, artyści albo masa innych zawodów, które AI przeorało dużo mocniej niż programowanie? W IT dalej można zarabiać bardzo dobrze, pracować zdalnie i przebierać w ofertach bardziej niż większość rynku.

To, że skończyły się czasy zatrudniania każdego po tydzień po studiach nie oznacza jeszcze upadku branży.

I jeszcze to użalanie się nad sobą:

- bo są trzy spotkania dziennie,

- bo scrum master zapytał kiedy task będzie gotowy

— bo jestem wypalony

- bo narzędzie XX ma brzydkie UI

Ludzie, to są problemy pierwszego świata. W dodatku większość z was czyta to pewnie czekając aż AI napisze za was kawałek kodu.

Oczywiście nie wszyscy z IT tacy są, chcała tym którzy mają trochę pokory i wrażliwości społecznej.

reddit.com
u/0brex — 7 days ago